Zarejestruj się

2 + eighteen =

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

4 dycha – moja dycha

Ocenę mojego startu piszę popijając dobre piwko z Browaru Pinta. Żyto Rillo pomaga mi się odprężyć i już na pełnym luzie podejść do oceny biegu 4 dycha do maratonu. Tak na marginesie piwko interesujące, ale bardzo specyficzne. Wracając do biegu – uczestnictwo w nim było jednym z moich celów, jakie sobie postawiłem do realizacji w tym roku. Do samego biegu podszedłem w sumie z marszu. Nie było praktycznie żadnych przygotowań, nie licząc tego, że na siłowni przez pierwszych 15 minut truchtałem na bieżni, zanim wszedłem na właściwe ciężary.

Ustawka

4 dycha od początku buła zaplanowana jako bieg z dwójką moich dobrych znajomych. Paweł miał już za sobą 3 biegi, Artur 2. Wzajemnie podkręcaliśmy się od jakiś 2 miesięcy, by finalnie spotkać się dziś przed halą Międzynarodowych Targów Lublin. Z Arturem spotkaliśmy się już przed godziną 10, około 40 minut przed rozpoczęliśmy przygotowania do rozgrzewki, a same ćwiczenia nieco później. Paweł jak zwykle na każde spotkanie przybył w ostatniej chwili. Zajęliśmy stosowne miejsce w grupie startujących w przedziale czasowym 60 minut. Nie celowaliśmy za ostro zwłaszcza, żaden z nas nie przygotowywał się na serio do tego biegu.

Na trasie

Wyruszyliśmy z terenów przy głównej hali Lubelskich Targów. Szybka zawijka w prawo, następnie rondo i już byliśmy na wiadukcie, a potem już długa prosta na Kunickiego i cała reszta trasy. Na 2 kilometrze pierwsze sprawdzenie tempa – średnia 5,25 min na kilometr – całkiem nieźle. Na 3 kilometrze Paweł zaczął zostawać nieco z tyłu i na 4 straciliśmy go z oczu, został za daleko. 5 kilometr tempo spadło do 5,37 min na kilometr. Potem już nie kontrolowaliśmy czasu. Zaraz przed połową trasy przestałem „czuć” nogi. Nie, że odmówiły mi posłuszeństwa, tylko przetrwałem kryzys, bo nieco mi dokuczały na początku trasy. Z Arturem biegliśmy razem jakieś 7,5 kilometra. Następnie postanowił nieco przyśpieszyć – choć do końca biegu miałem go w zasięgu wzroku. Ostatni kilometr nieco przyśpieszyłem, a ostatnie 200 metrów, pobiegłem na jakieś 90% tego co mi zostało w nagach i płucach. Na mecie zegar pokazał poniżej godziny. Czas netto to zaś 58,15 min. 4 dycha zakończona sukcesem – dużo lepiej niż się spodziewałem. W kolejnych biegach wiem, że spokojnie mogę urwać 2-3 minuty a nawet nieco więcej. Tak na marginesie okazało się, że Paweł dobrał złe skarpetki i na mecie powiedział nam, że 1,5 km biegł boso bo go buty obcierały, dlatego został sporo za nami.

Pełne wyniki biegu – 4 dycha do maratonu.

Nie ostatnia

4 dycha na pewno nie była moją ostatnią. Będę chciał zebrać komplet w kolejnej edycji. Już teraz zastanawiam się nad kolejną dychą w Lublinie – Biegiem Koziołka. A Paweł chce nas podpuścić na półmaraton w czerwcu w Świdniku. Przyszłość pokaże w ilu jeszcze w tym roku biegach ulicznych wystartuję. Widzę to jednak optymistycznie.

Duża galeria z biegu – 4 dycha do maratonu – w wykonaniu Dominiki Żurowicz.

O Autorze

Cieszę się, że dotarłeś do tego miejsca. Liczę, że powyższy wpis Ci się spodobał. Jeśli tak, to uczyń mi ten zaszczyt oraz przyjemność - polajkuj, skomentuj lub udostępnij powyższy tekst. Bardzo łasy jestem na takie pochlebstwa. To one sprawiają, że mam więcej energii by sprawić Ci dobrze tym, co robię. Twoje niewinne kliknięcie sprawi, że więcej dobrych ludzi trafi do tego miejsca. Dla Ciebie to małe kliknięcie, dla mnie duża szansa. To jak będzie, pomożesz mi?

Podobne Posty

  • Kasia Kamińska

    Gratulacje za udany bieg. ;)

    • Dzięki. Całość zakończyła się pomyślnie. ;)

  • Kasia Kruk

    Jak następnego dnia? Wszystko jeszcze boli? Czy jest już dobrze? ;)

    • O dziwo jest całkiem nieźle czasami tylko jeszcze czuję nogi przy schodzeniu po schodach, a tak to wszystko ok. Organizm zareagował nawet lepiej niż się spodziewałem. ;)

  • Gratulacje! :)