Zarejestruj się

one × 4 =

Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Zachęcony pierwszymi opiniami

Nikt zbytnio nie musiał mnie zachęcać bym zobaczył najnowszy film braci Russo – Kapitan Ameryka – Wojna bohaterów. Z jednej strony to chęć poznania dalszego rozwoju sytuacji między tytułowym Kapitanem Ameryką, a Zimowym Żołnierzem, z drugiej „wplątanie” w akcję kolejnych supermocnych graczy ze świata Marvela. Mimo wszystko pozytywne opinie podsycały zaciekawienie tym, jaki jest ten film. Wszak wszystkie produkcje z tej stajni odnosiły w ostatnim czasie gigantyczne sukcesy. Czy byłem usatysfakcjonowany, a może wręcz przeciwnie – zawiedziony tą produkcją przeczytasz poniżej.

Kapitan Ameryka – Wojna bohaterów

Ten film to kontynuacja historii Zimowego Żołnierza, w którym to Steve Rogers toczył walkę przeciw swojemu przyjacielowi sprzed lat. Bucky Barnes, został poddany praniu mózgu przez organizacje HYDRA, stając się wierną jej rozkazom „maszynie”. Historia startuje w chwili, gdy Avengers usiłują złapać Crossbones’a. Niestety w wyniku akcji giną cywile, to przelewa czarę goryczy w międzynarodowym świecie polityki. Od tego czasu ONZ chce narzucić protokół, który będzie pozwalał na działania Avengers tylko i wyłącznie za ich zgodą. Wyrzuty sumienia sprawiają, że Tony Stark podpisuje wspomniany dokument. To staje się przyczyną podziału w grupie. Część staje po stronie Iron Mana, cześć po stronie Kapitana Ameryka. Do akcji wkracza Zimowy Żołnierz, przeprowadza kolejne akcje mające na celu destabilizację sytuacji na świecie. Do czarnych charakterów dołącza Helmut Zemo, o którym na początku praktycznie nic nie wiemy.

Początek filmu, który ma za zadanie zawsze ustawić nas w w pewnych ramach wypada dosyć blado. Poza sceną walki z Crossbones’em wieje nudą. Dopiero z czasem akcja się rozkręca, co nie zmienia faktu, że nudnych lub cukierkowo słodkich scen w filmie Kapitan Ameryka – Wojna bohaterów także nie brakuje. Stark nagle ma moralnego kaca, kieruje się irracjonalnymi pobudkami. Z cwaniaka i właściciela niebotycznej fortuny zmienia się z najzwyklejszego marudę. Steve Rogers – niewiele lepiej, ma się wrażenie dwoistości tej postaci. Coś mówi, co innego robi.

Konflikt interesów pomiędzy głównymi „gwiazdami” zamienia się w rzeczywistą walkę, po przeciwnych stronach konfliktu stają postaci, które pojawiały się w poprzednich filmach Marvela. Dopiero w tym miejscu na poważnie zaczyna się coś dziać! Kulminacją tego są wydarzenia na lotnisku, gdzie widzowi serwuje się wielką bitwę ociekającą efektami specjalnymi. Nic nie razi po oczach, wręcz przeciwnie – robi wrażenie! Bez niej film byłby bezwartościowy. W walce dodatkowo pojawiają się Ant-Man oraz Spider-Man. W tym momencie w sumie wszystko mogło by się skończyć, a Marvel mógłby stworzyć kolejną cześć i zgarnąć kolejna wielką pulę kasy.

Scena na lotnisku to jednak nie finał filmu Kapitan Ameryka – Wojna bohaterów. Ostatecznie Steve Rogers i Bucky Barnes odlatują z lotniska w kierunku Syberii, gdzie mieści się tajna baza, w której „zaprogramowano” Zimowego Żołnierza. Tutaj niestety mocno się zawiodłem. Powinno się wydawać, że Helmut Zemo nasz czarny charakter, który pierwszy tam dociera obudzi z hibernacji pozostałych Zimowych Żołnierzy, by jatka jeszcze bardziej się rozkręciła. A on zabija ich strzałem w głowę, gdy smacznie sobie śpią. Jedynym jego celem było zwabienie w to miejsce Bucka Barnesa i Tonego Starka, Steve Rogers jest tylko na dokładkę. Dwaj pierwsi mieli się pozabijać, gdy na jaw tylko wyszła prawda o śmierci rodziców Starka. Walka trójki bohaterów wygląda fenomenalnie od strony wizualnej, ale od początku już było wiadomo, że Iron Man ją przegra, bo tak kreowana była historia w filmie. Zakończenie filmu trąca filozofią i to taką poważną, do tej pory traktowaną bardzo po macoszemu adaptacjach komiksów.

I tak na niego pójdziesz

Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów to film, na który zakochani w superhreosach Marwela pójdą bez wahania. Nie będą miały dla nich znaczenia jakiekolwiek opinie w sieci i nie tylko w niej, tak te pozytywne jak i negatywne. Szkoda, że konflikt Kapitana Ameryki i Iron Mana, jest słabo pokazany jak na film,który trwa 140 minut. Chyba liczba komiksowych postaci przewijających się na ekranie uniemożliwiła jego szersze pokazanie. Każdy wam powie, że musicie wybrać którąś ze stron konfliktu, niestety tak jak wspomniałem wcześniej Iron Man z automatu musiał go przegrać.

Srutututu trąbka z drutu

Film Kapitan Ameryka – Wojna bohaterów ma w sobie wiele plusów. Najważniejszy z nich to efekty specjalne. Kolejnym powinien być dubbing, z którego słyniemy zwłaszcza w przypadku animacji. A co tutaj mamy? Chwilami teksty są tak drętwe, że biją na głowę suchary samego Karola Strasburgera. Mistrzem słabego słowa jest tu sam Spiderman, który spycha w odstawkę samego Iron Mana ze swoją „błyskotliwością” słowa. Gdyby nie to film dostał by więcej punktów na mojej skali.

Kapitan Ameryka - Wojna bohaterów 3D - recenzja
Reżyseria8
Gra aktorska - pierwszo i drugoplanowe postaci7.5
Muzyka8
Fabuła - scenariusz i jego realizacja6
Kwestie techniczne - montaż, efekty specjakne itp.9
  • Gdyby nie dubbing było by zdecydowanie lepiej z oceną końcową.
6.5Nieobiektywnie

O Autorze

Cieszę się, że dotarłeś do tego miejsca. Liczę, że powyższy wpis Ci się spodobał. Jeśli tak, to uczyń mi ten zaszczyt oraz przyjemność - polajkuj, skomentuj lub udostępnij powyższy tekst. Bardzo łasy jestem na takie pochlebstwa. To one sprawiają, że mam więcej energii by sprawić Ci dobrze tym, co robię. Twoje niewinne kliknięcie sprawi, że więcej dobrych ludzi trafi do tego miejsca. Dla Ciebie to małe kliknięcie, dla mnie duża szansa. To jak będzie, pomożesz mi?

Podobne Posty

  • Kasia Kruk

    A mnie od dawna zastanawia ile jeszcze producenci wyciągną z komiksowych postaci, ile powstanie kolejnych części Iron Mana, Kapitana Ameryka, Spidermana i całej reszty. Choć nie ma się co dziwić, napędzili rynek, a ten jest coraz bardziej głodny kolejnych produkcji.

    • Temat zapewne będzie ciągnięty ile tylko się da. W końcu fani komiksów i jak i samych herosów bez wahania wyłożą kasę na kolejne bilety do kin.

  • Gosia Król

    Byłam i film jest świetny, ale tak jak wspomniałeś Spider-Man plus ciotka May to chyba jakaś parodia.

    • Mi szczególnie spodobały się efekty specjalne robią wrażenie. Ale nimi samymi nie da się osiągnąć punktacji 10/10.

  • Anita Kłos

    Zgadzam się z Twoją recenzją. Mam bardzo podobne odczucia. Film tyłka nie urwał, ale starzy i nowi fani serii na pewno są i będą zachwyceni.

    • To przede wszystkim kino rozrywkowe i ciężko w nim doszukiwać się w nim głębszych myśli i filozofii. Widz ma się dobrze bawić i nic więcej.

  • Nie czytam bo się boję spoilerów.

    Dubbing? Serio? obniżasz ocenę za swój własny wybór? Wersje z napisami są i mają się dobrze, a Dubbing powstał dla gimnazjalistów, którym się nie chce czytać.

    • Dubbing niestety z konieczności – tego dnia miałem mocno ograniczony czas, a ta wersja filmu niestety była jedyną, która wpisywała się w moje okienko czasowe. Jedyny plus dubbingu to taki, że nie zmieniły się osoby podkładające głos pod główne postacie.

  • Nigdy ni pałałam wielkim entuzjazmem do takich filmów, ale lubię czasami taki zobaczyć. Odmóżdżam się wtedy :) film chętnie zobaczę, ale dopiero gdy skończę czytać ciekawsze książki :)

    • Niewątpliwie to gratka dla fanów komiksowych serii poświęconych tym bohaterom, choć przyznać od razu trzeba, że nie są to wiernie opisane historie, które zawarte są w komiksach. ;)

  • Jeśli chodzi o dubbing – dlaczego nie wybrałeś filmu z napisami? Ja gdy mam do wyboru dubbing czy napisy w kinie zawsze wybieram napisy, bo dubbing mi po prostu nie pasuje.

    A jeśli chodzi o film ogólnie, to też bardzo podobała mi się scena na lotnisku. Najbardziej moment jak Ant-Man wchodzi do Iron-Man’a i próbuje rozwalić strój :).

    • Jak wspomniałem niżej odpowiadając na komentarz Yzoja – niestety konieczność. Miałem wąskie okno czasowe i musiałem wybrać taka a nie inną opcję. Same sceny walki jestem na plus – zwłaszcza bezpośrednie starcia herosów. Antman na plus, Spiderman i jego ciocia zbyt cukierkowi. ;)

  • Karolina Niezgoda

    Każdy będzie miał swoją własną ocenę tego filmu, jedni wybiorą wersję z dubbingiem inni z napisami. Ktoś się oburzy, że nie ma zachowanej wierności komiksowej serii, ktoś inny wolał by pociągnąć pewne wątki jego zdaniem zbyt słabo rozwinięte w samych komiksach. Wszystkim nie dogodzimy.

    A sam film? Jeszcze nie wiem czy wybiorę się na niego do kina. Wszystko się jeszcze okaże. ;)

  • Mój chłopak wyciągnął mnie na to do kina, niestety, nie jestem w stanie ocenić go obiektywnie, bo przez cały czas próbowałam zrozumieć kto jest kim i dlaczego jednych bomby zabijają, a innym tylko otwierają drzwi auta. ;) Nie widziałam innych filmów z uniwersum, raczej nie moja bajka.

    • Niestety by zrozumieć kolejne filmy to trzeba zobaczyć poprzednie produkcje. Bez tego często „początkujący” nie łapią o co chodzi w całej opowieści.

  • Nina Kurzyna

    obejrzałam 7/10 zjebali wątek zimowych żołnierzy. Tak czekałam jak się będą tłukli a tu bum… NIC :/

    • Także czekałem na większe łubudubu na Syberii a tu taka kicha. Najpierw pokazują ich zahibernowanych budują atmosferę, a chwilę później pokazują z śladem po kuli w czole. Realizacja płytsza niż grubość kartki papieru.

  • Zostawiam na wakacyjny wolny czas. :) Chętnie obejrzę, tylko muszę się najpierw dotrzeć do poprzednich. :)

  • No właśnie, lubię filmy Marvela. Obejrzę, jak puszczą w c+:)

  • Normalnie po Twoim opisie to nie ma po co iść do kina ;-) Wszystko opisałeś. Zostanie obejrzenie szczegółów i walk ;-)

    • Starałem się być jak najbardziej nieobiektywny w swojej opinii na temat filmu. ;)

  • Powinna być informacja o spoilerach, bo, niestety, musiałam przestać czytać. Nie lubię filmów których zakończenie znam. Może dlatego Titanic tak mnie nużył?